Jak sobie radzimy z separacją?!

oasis-liquor-DL-02

Cześć i czołem!
Najpierw małe info. Z moją ręką jest coraz lepiej i chyba na tyle lepiej,
że od poniedziałku wrócę na siłownię!

Ale ja nie o tym dziś, bo przecież nie jesteśmy tutaj po to, by użalać się nad
ręką.

W pracy by jakoś umilić sobie czas, większość z nas słucha na przykład muzyki,
oczywiście ja też, ale są dni kiedy muzyka zaczyna mnie drażnić i wtedy na
słuchawki wpada jakiś fajny audiobook, albo podcast.

I tak właśnie ostatnio było ze mną! Głowa mnie bolała, w radiu same łupanki,
albo autotune’y, ściągam słuchawki, a tu dosłownie słychać dubstep, który jest tworzony
przez centralny wyciąg i kilka maszyn pracujących w jednym momencie. Moje skronie zaczynają
pulsować, tęczówki się zwężają, zaczynam zgrzytać na zębach, czuję jak cały ból z ręki przenosi
się na całe moje ciało. Normalnie powinienem w tym momencie jebnąć wszystkim i wyjść, ale to
oznaczałoby tylko jedno- że się poddałem.

W tym momencie stwierdziłem, że jedyną metodą będzie posłuchać jakiejś fajnej książki,
ale takiej z humorem, więc zacząłem szukać coś śmiesznego. Niestety, ale byłem już tak
rozdrażniony, że żaden audiobook mi nie pomagał. Wtedy natknąłem się w wyszukiwarce google
na proponowany podcast dla mnie, o bardzo ładnie brzmiącym tytule…”Rodziny, związki na odległość”.
Od razu powiem na wstępie, że był to podcast dodany przez dużą stację radiową, więc stwierdziłem,
że ok…to taki temat dla mnie, a wogóle to warto przecież posłuchać kogoś, kto jest w podobnej sytuacji,
lub był!

Wiecie co? Trafiłem wtedy w dziesiątkę, ale nie dlatego, że treść była taka dobra, tylko znalazłem
tego dnia coś co pozwoliło mi zapomnieć o bólu fizycznym i rozśmieszyć mnie do łez.

Okazało się bowiem, że cały podcast jest prowadzony przez Pana Redaktora, który:
1. Nie jest wogóle świadomy rozłąki.
2. Nie był za grosz przygotowany.
3. Ogólnie śmierdziało od niego głupotą.

Natępną sprawą byli jego goście zaproszeni do audycji. Same doktory psychologii, socjologii etc.
Co jeden to lepszy. Wszyscy najmądrzejsi i wszyscy tylko z wiedzą książkową- tak jedynym wspólnym mianownikiem
w tym intelektualnym drinku, było to że żaden z nich nigdy nie żył w separacji od swoich bliskich.
Reszta? Cyrk na kółkach.

Jeden opowiada tak:
Związki na odległość są trwalsze od tych “normalnych”, bo zostało to wszystko udowodnione przez
AMERYKAŃSKICH uczonych(Już sam ten fakt mi wystarcza, by stwierdzić, że coś z tym Panem już nie halo). Udowodnili
oni bowiem, że osoby w takich związkach bardziej przywiązują wagę do małych rzeczy, Idealizują swoich partnerów,
przez co są bardziej w sobie zakochani, ten stan chemii pomiędzy partnerami trwa dłużej niż u (again)”Normalnych par”.

Kolejny:
Nie to nie prawda, bo zazwyczaj partnerzy popadają w akloholizm, zaczynają brać ciężkie substancje odużające,
zdradzają, próbują tą tęsknotę w jakiś sposób zastąpić i zazwyczaj jest to sposób, który często rani naszego partnera.

I tak w koło Macieju. Wiecie, można się z nimi zgodzić, bo nie twierdzę, że nie! Jednakże żaden z nich nie powiedział
najważniejszej kwestii jaką jest, że KAŻDY CZŁOWIEK RADZI SOBIE Z TYM NA SWÓJ SPOSÓB!

Znam tutaj w moim otoczeniu kilku mężów i ojców, którzy żyją na odległość i wiecie co? Żaden z tych psychologów nie opisał
ich przypadku, bo każdy jest inny.

Na swoim przykładzie mogę powiedzieć tyle, że alkohol to zło. Nie pomaga, mimo że myślimy inaczej. Alkohol tylko pogłębia
smutek, rozgoryczenie i ogólne samopoczucie. Alkohol to chyba najgorsze kurestwo z jakim przyszło mi się zmierzyć, a
trzeba też dopowiedzieć, że jest to substancja, która najczęściej prowadzi do depresji, a z tamtąd już szybka droga
do wiadomo czego.
Piłem.
Piłem tak, żeby zezgonować na łóżku, żeby rano wstać i wyjść do pracy, żeby dzień urywał się jak najszybciej
po powrocie do domu.
Piłem, bo przez kilka, kilkanaście minut miałem dobry humor.

Nagle przyszedł dzień, w którym stanąłem przed oknem- nie chciałem skoczyć- poprostu obserwowałem ulicę i dostrzegłem
swoje odbicie w szybie. Pomyślałem sobie wtedy, że jestem wrakiem, jestem emocjonalnym wrakiem, a ten drink…który
trzymałem w ręku w tym momencie, tylko dolewa oliwy do ognia.
Nie chcę mówić jakie myśli przychodzą do głowy w takich momentach. Chcę tylko napisać, że nie da sie skończyć
z tym tak łatwo.
Często miałem wrażenie, że jednak z alkoholem jest mi łatwiej przeżywać tą rozłąke, że na trzeźwo nie da się
tego wytrzymać i dziś wiem, że jednak się da.

Dalej piję, ale z umiarem większym niż wtedy. Przedewszystkim staram się pić z kulturą, czyli już niedoporowadzam się
do stanu, kiedy jest Ci ciężko wstać nawet do kibla w nocy.(Nie nigdy się nie pojszczałem, zawsze jakoś doszedłem do WC).

Nie wiem jak inni Ojcowie sobie z tym radzą, nie mogę mówić za wszystkich, ale wiem jedno, że robimy wszystko,
by tylko sobie ulżyć w tym cierpieniu, które bagatela często mamy na własne życzenie! Bo przecież to MY wybraliśmy
sobie taką drogę w życiu.

Chciałbym, aby ludzie przestali oceniać Nas, czyli rodziny, pary, które żyją na odległość, bo właśnie przez te stereotypy
my tutaj chlejemy, albo cholera wie co jeszcze, a nasze kobiety dostają syndromu żony marynarza.
Hejt odbija się na każdym to jest jedyna prawda, której na dzień dzisiejszy jestem pewny.

Z chęcią posłucham waszych historii, jeśli nie chcecie tego robić w komentarzach, można słać mi prywatne wiadomości.
Zapewniam, że będę jak ksiądz w konfesjonale. To co na PW, zostanie na PW.

Pozdrawiam #tatanaodleglosc

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s